Struktury zależności, czyli o "Mistrzu" Paula Thomasa Andersona

Według Słownika Języka Polskiego PWN, mistrz to przede wszystkim “człowiek zdecydowanie lepszy od innych w jakiejś dziedzinie” i “osoba godna naśladowania, uznana przez innych za wzór”. Dopiero na drugim miejscu znajdziemy definicję typowo łączoną z tym określeniem, czyli “tytuł zwierzchników niektórych stowarzyszeń i zakonów rycerskich, osoby lub drużyny, która zwyciężyła w zawodach sportowych lub konkursie” czy “dyplomowany rzemieślnik” lub “wykwalifikowany pracownik nadzorujący pracę podległych sobie robotników”.



"KALIBAN
Muszę przełknąć obiad.
Mam po mej matce Sycorax tę wyspę;
Tyś mi odebrał ją. Przybywszy tutaj,
Głaskałeś włosy me i mnie lubiłeś,
Sok jagodowy mieszałeś mi z wodą,
Uczyłeś, jak mam zwać to wielkie światło,
Płonące za dnia, i to mniejsze, nocne,
Wówczas, kochając cię, wskazałem wszystkie
Źródła ze świeżą i ze słoną wodą,
A także miejsca żyzne i jałowe:
Niechaj przeklęty będę za to! Wszystkie
Czary Sycorax, chrząszcze, nietoperze,
Ropuchy niechaj spadną na was! Jestem
Całym poddanym ludem, jaki macie,
Choć dawniej byłem swoim własnym królem:
A ty mnie trzymasz w skale tej jak w chlewie,
Wziąwszy ode mnie w swoje posiadanie
Całą mą wyspę.



PROSPERO
Kłamco, niewolniku,
Chłosta cię wzrusza jedynie, nie dobroć!
Choć nieczystością jesteś, otoczyłem
Cię wielką troską; żyłeś w mojej chacie,
Póki czci dziecka mego nie zechciałeś
Znieważyć.

KALIBAN
Oho, oho! Ach, gdybym to uczynił!
Tyś mi przeszkodził zaludnić tę wyspę
Kalibanami.

MIRANDA
Podły niewolniku,
Na którym dobro nie zostawi śladu,
Lecz każde zło się odciśnie! Z litości
Mówić uczyłam cię; każdej godziny
Chciałam wyuczyć cię czegoś nowego:
A tyś i słowa nie mógł rzec, dzikusie,
Lecz bełkotałeś, jakbyś był bydlęciem;
Wyposażyłam twe pragnienia w słowa,
Byś mógł ujawnić je. Lecz twe dziedzictwo
Dzikie, pomimo postępu w naukach,
Sprawiło, że nie mogły zostać z tobą
Natury lepsze. Jesteś więc wygnany
Do tej pieczary, choć zasługiwałeś
Na wyrok sroższy niźli to więzienie.

KALIBAN
Tyś nauczyła mnie mówić. Zysk z tego
Mam tylko jeden, że mogę przeklinać.
Za naukę mowy niech zaraza
Krwawa was stoczy!"

W. Szekspir, Burza, Akt 1, Scena II, przeł. M. Słomczyński

W tej definicji, dość odważnie pojawia się sformułowanie “zdecydowanie lepszy od innych”, wskazuje to jednoznacznie, że mistrz jest określeniem hierarchizującym. Więcej znaczeń posiada angielski odpowiednik, czyli “master”. Poza określeniami związanymi z tytułem, jest to osoba dzierżąca władzę nad czymś (np. domem, szkołą itp.), kimś (np. zwierzęciem, niewolnikiem itp.) lub zjawiskiem/ideą (np. sytuacją, słowem, umiejętnością, dyscypliną itp.). Co ciekawe “master” używane jest również jako forma tytułowania dobrze urodzonych chłopców zanim dojdą do pełnoletności i przysługiwać im będzie forma “Sir” lub “Mr”. “Master” oznacza także oryginał, w sensie źródła późniejszych kopii (np. master recording) lub przymiotnik określający “podstawowy” czy “główny” (np. master bedroom).

Nowy film Paula Thomasa Andersona nosi tytuł “Mistrz” i opowiada historię zależności wpisaną w strukturę relacji trzech osób. Zagubionego weterana wojennego Freddiego Quella (Joaquin Phoenix), charyzmatycznego przywódcy pseudo-religijnego ugrupowania Lancastera Dodda (Philip Seymour Hoffman) i jego żony Peggy (Amy Adams). Film ten nie opowiada, wbrew panującej opinii, o powstaniu kościoła Scjentologów. Choć Anderson otwarcie przyznaje, że wzorował postać Dodda na L. Ron Hubbardzie (zresztą podobieństwo fizyczne Hoffmana nie jest przypadkowe), założycielu tej sekty i autorze “Dianetics”, dzieła stanowiącego pierwowzór Księgi Pierwszej z filmu, jest to najmniej ciekawy wątek filmu i skupienie się tylko na tym wymiarze interpretacyjnym, spłyca przekaz filmu Andersona, który - należy to podkreślić - jest mistrzowski.

Freddie wraca z wojny, jest przez nią psychicznie okaleczony, nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca, nie wie kim jest. Miota się pomiędzy seksem, alkoholem, przemocą i nadwrażliwością. Przypomina trochę Woyzecka z filmu Herzoga, zresztą gra Phoenixa (brawurowa) jest bardzo podobna do kreacji Kinskiego. Nie potrafi się wpisać w rzeczywistość powojennej Ameryki, jest jak postać z powieści Kerouaca, tyle, że za głupi, i za mało twórczy by zostać prawdziwym beatnikiem. Nie może odnaleźć kontaktu z rzeczywistością, przerasta go. A może zawsze taki był i paradoksalnie wojna nie była źródłem jego alienacji, tylko dawała mu ukojenie? Pierwsze sceny filmu ukazują go na rajskiej wyspie gdzieś na Pacyfiku. Wydaje się szczęśliwy, samotny, ale spokojny: może właśnie codzienność jest dla niego nie do zniesienia? Tego nie wiemy, dostajemy obraz dzikiego alkoholika, współczesnego Kalibana. W trakcie jednego ze swoich amoków alkoholowych trafia na statek grupy o nazwie “Sprawa”, wyznawców naukowo-religijnej filozofii Lancastera Dodda, współczesnego Prospera i jego żony, Peggy-Mirandy. Pomiędzy Doddem, Freddiem i Peggy wywiązuje się dziwna fascynacja. Z różnych powodów potrzebują siebie nawzajem, choć pozornie wydaje się, że władcą, tytułowym mistrzem jest Dodd. Film Andersona bada i ukazuje dynamikę struktur zależności występującą w każdym systemie, którego modus operandi jest władza. Religia czy sekta jest tu jedynie metaforą. Tym samym mistrzem (i w pewnym sensie sobowtórem) są dla siebie w różnych momentach wszystkie trzy osoby. W jednym z wywiadów Anderson przytacza słowa Hoffmana, który powiedział, że chciał aby postać Freddiego zagrał Phoenix, gdyż się go boi. Podobnie na postać Freddiego reaguje Dodd. Choć chce być dla niego nauczycielem, ojcem i w pewnym sensie kochankiem (ale nie w znaczeniu homoerotycznym, tylko dosłownym jako osoba która kocha i jest kochana), podskórnie boi się spontaniczności i irracjonalności tego pierwszego. Odczuwa nad nim przewagę intelektualną i emocjonalną, ale ich relacja nie polega na uległości. Tak samo jak relacja Dodda i jego żony, pozornie idealnej cichej myszki, która nie mówi za wiele i przez większość filmu jest w ciąży, czyli spełnia swoją kobiecą rolę - rozpłodową, ale wiemy, że ona również pociąga za sznurki. Lady Makbet przy niej to pikuś.

Można ten film interpretować w kontekście relacji ojciec-syn marnotrawny lub współczesnego kryzysu męskości. Freddie nie wie jak być facetem, poznaje idealnego ojca (jego własny go opuścił), który może wreszcie nauczy go jak żyć. Ale jak wiemy, ojca prędzej czy później trzeba zabić, by stać się jednostką, by wejść na tron. Freddie ucieka. Czy robi to ze strachu przed odpowiedzialnością, przed wejściem w społeczną rolę? A może robi to by udowodnić Doddowi, że jego system się myli, że nie wygra - mistrzem nie jest się na zawsze. Niegodzenie się na jakąkolwiek formę zależności jest tym, czego zazdrości Freddiemu, Dodd. Jest tym, dzięki czemu ten pierwszy ma nad nim władzę. Freddie symbolizuje czystą słabość ludzką, niekontrolowaną zwierzęcość, której - jak uczy Dodd - za wszelką cenę należy się wyzbyć, by być doskonałym. Freddie nie chce być doskonałym i tego Dodd nie jest w stanie pojąć, to stanowi jego skazę i klęskę.

Innym tropem interpretacyjnym jest dyskurs władzy i polityka, szczególnie w optyce koncepcji biopolityki Foucault. Każda z postaci struktury zależności wywiera władzę poprzez ciało: Freddie poprzez absolutną negację kontroli nad ciałem, Dodd poprzez skrajną kontrolę ('nie jesteśmy zwierzętami, nasze instynktu są do opanowania, nawet te atawistyczne') i Peggy poprzez seksualność (scena, w której mówi Doddowi, że może robić wszystko tylko żeby ona nigdy się o tym nie dowiedziała, stanowi ucieleśnienie idei Panoptikonu). W kontekście religijno-antropologicznym film Andersona przywołuje wieczny paradoks zorganizowanych, racjonalnych systemów religijnych i społecznych, które by trwać muszą być nieustannie poddawane “próbie transgresji”. Choć częstokroć prowadzi to do upadku (Księga Genesis, Nowy Testament). Irracjonalność, chaos, kontestacja są wpisane w każdy układ bazujący na zasadzie porządku. Każda ortodoksja marzy o bachanaliach i odwrotnie. Jedno nie może istnieć bez drugiego. Dodd i Freddie symbolizują tę odwieczną walkę, Peggy jest kapłanką, w znaczeniu antycznym, która stoi na straży ekwilibrium, intuicyjnie wie kiedy popuścić, a kiedy trzymać. W tym sensie, z całej trójki tylko ona - przez akceptacje idei zależności - jest wolna.

Syn marnotrawny po latach wraca na łono rodziny. Dom stał się okazały, ojciec Prosperem, wszystko przenika obietnica dobrobytu. Żona-Miranda siedzi na uboczu, ale nie przypomina pasywnej służki, raczej Cesarzową Cixi, gabinet Cieni. "Cesarzowa wdowa, skądinąd nastawiona skrajnie konserwatywnie, potrafiła w razie potrzeby podeptać najszacowniejsze tradycje, co świadczyło o jej z roku na rok rosnących aspiracjach do nieograniczonej władzy." (W. G. Sebald, Pierścienie Saturna) Syn-Kaliban choć zniszczony, nie wraca do Prosepra, o nic go nie prosi, chciał jedynie po raz ostatni zobaczyć swojego niedoszłego mistrza. To 'mistrz' prosi by wrócił. Peggy wie, że sprawa jest przegrana i wychodzi. "I'd love to get you ... on a slow boat to China ... all to myself alone" - śpiewa Dodd Freddiemu w końcowej scenie filmu, stanowiącej kwintesencje struktury zależności, o której opowiada. Śpiewa ze łzami w oczach, bo wie, że choć jest mistrzem, jako jedyny z całej trójki naprawdę przegrał.
Trwa ładowanie komentarzy...