O autorze
Filozof, kulturoznawca i początkujący pisarz. Wieloletni wykładowca SWPS w Warszawie. Absolwent filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i instruktor nurkowania. Zajmuje się filozofią kultury, antropologią i estetyką; obecnie kończy powieść i podróżuje. Autor książki ‘Efekt Lalki. Lalka jako rzecz i obraz’ i redaktor naukowy publikacji "Kulturowe wymiary ludobójstwa". Na razie, nie ma domu.

Agora czy katownia? Internetowe fora dyskusyjne i 'dodaj komentarz'

Nigdy nie uczestniczyłem w dyskusjach na forach internetowych, nigdy też nie komentowałem artykułów, które czytałem w sieci (może poza wpisami fejsbukowymi). Ta publiczna 'przestrzeń' wypowiedzi była mi obca, dopóki nie zacząłem prowadzić tego bloga. To, co dzieje się 'pod' moimi wpisami, skłoniło mnie do przyjrzenia się mechanizmom działania opcji 'dodaj komentarz' i zastanowienia się nad konotacjami kulturowymi polskiej polemiki publicznej.

W swojej najnowszej, rewelacyjnej powieści 'Ciemno, prawie noc' Joanna Bator w kilku rozdziałach pt. Bluzg trafnie opisuje, a raczej przytacza, sposób działania internetowych forów dyskusyjnych. "Od dawna zastanawiam się, czy i w jakich okolicznościach to nieopierzone zło słów mogłoby przekształcić się w realną przemoc. Który z internautów ukrytych pod idiotycznymi pseudonimami pierwszy rzuciłby kamieniem? Który z nich zrobiłby to własnymi rękoma, własnym ciałem innemu ciału? W ten sposób ćwiczę się w rozumieniu. Dobrze trafiłam. Akurat zamieszczono na lokalnym portalu nowy materiał. (...) Internauci rzucili się na informację jak wygłodzona sfora na padlinę." Bator w tych rozdziałach przede wszystkim podkreśla totalny brak umiejętności i potrzeby konstruktywnej dyskusji czy nawet wzajemnego słuchania się dyskutantów, forum w jej powieści służy jedynie wyładowywaniu agresji i frustracji. Pokazuje, jak łatwo jest na takim forum zmanipulować uczestnikami, podjudzać ich (tzw. trolling) do bezmyślnych ripost i jak bardzo bezsilni, skazani na porażkę wobec 'tłumu' są osoby, które starają się wprowadzić konstruktywne i logiczne tropy do dyskusji. Zdaje sobie sprawę, że tekst Bator jest fikcją, częścią fabuły powieści, tym samym mocno przerysowany, ale czy rzeczywiście aż tak nierealny?



Portal NaTemat, według deklaracji 'założycielskich' Tomasza Lisa miał być wzorowany na amerykańskim Huffington Post czyli internetowej platformie blogowo-infomacyjnej zrzeszającej autorów różnego pokroju. Jako zabezpieczenie przed anonimową tym samym 'bezkarną' agresją internautów, służyć miał wymóg posiadania konta fejsbukowego. Rzeczywiście, wymóg ten chroni ten portal przed skrajnymi przejawami agresji, w porównaniu z innymi portalami np. onet.pl czy wyborcza.pl, gdzie znaleźć można następujące kwiatki: "idź sie przespij przygłupie bo dniami i nocami siedzisz na tych forach jakby ci klepki we łbie brakowało", "Tobie paparuchu sie nalezy nie powiem co bo by mnie ocenzurowali ale wiem ze gnieciesz knota i nic wiecej", "Gratuluję głupoty. A na Żydów możesz owszem poszczekiwać, ale karawana jedzie dalej i olewa właśnie kundelki jak ty", "więc wolisz być po stronie żydów i jankesów to się nazywa zdrada kula w łeb się należy". Na NaTemat zdarzają się przysłowiowe bluzgi ale zawsze w formie umiarkowanej na przykład: "Szanowny Panie,... excuse moi pour le mot, ale pierdoli Pan", "Dupek Pan jesteś i jak kiedyś mawiano - pampers". Nie doświadczymy tu werbalnej przemocy per se ale polską specjalność dyskusyjną czyli bezmyślne pyskówki, już tak. Dlaczego jako naród ciągle powielamy ten schemat polemiki, którego rodowód najprawdopodobniej sięga tradycji szlacheckiej i nadużywania liberum veto czyli 'nie zgadzam się. dlaczego? bo tak'? Trudno się dziwić, że poziom dyskusji na forach jest taki jaki jest, skoro debata publiczna (szczególnie polityczna) wygląda w Polsce tak jak wygląda. Oczywiście pojawia się pytanie z cyklu 'jajko czy kura' tzn. czy osoby publiczne (politycy) wykazują się tak zacnymi zdolnościami polemiki dlatego, że zniżają się do poziomu społeczeństwa (oczekiwań) czy odwrotnie.

Pozwolą Państwo, że przedstawię wstępną analizę komentarzy internautów, którą potraktowałem jako swoiste badania antropologiczne w terenie. W mojej analizie ograniczyłem się tylko do komentarzy pozostawionych pod moimi artykułami z tego portalu ale wnioski można spokojnie zastosować do generalnie pojętego zjawiska 'dodaj komentarz'. Oto wstępne wyniki.

Przede wszystkim wyróżnić można komentarze, które charakteryzuje brak czytania ze zrozumieniem lub (i) skupienie się tylko na jednym zdaniu, tytule lub w najlepszym wypadku paragrafie komentowanego tekstu. Autorze tego typu komentarzy dokonują obszernych analiz, danego fragmenty (wielokrotnie, ale nie zawsze, przepełnionych pasywno-agresywnymi zwrotami) gdzie konkluzja częstokroć pokrywa się z głównymi tezami artykułu ale przedstawiona jest zawsze w kontrze do niego. Na drugim miejscu, co do częstotliwości występowania są komentarze z cyklu 'bałwan nie potrafi pisać po polsku' czyli teksty wytykające, często w bardzo agresywny sposób, błędy językowe w artykule. Ex aequo, co jest szalenie optymistycznym wnioskiem komentarze pozytywne i konstruktywnie krytyczne. Następnie znaleźć można komentarze polityczne, czyli czytelników, którzy zakładają, że autor jest usposobienia lewicowego (co akurat w mojej sytuacji jest słusznym założeniem) i w zależności od własnej opcji politycznej komentatora afirmują lub negują dany wpis, nie do końca go przeczytawszy. Ostatni typ komentarzy to przysłowiowe 'bluzgi', w dwóch wariantach: jawnej agresji i komentarzy osób, które nie wiedzą, że ich tekst jest widoczny dla wszystkich (komentowanie przez fejsbuka). W gruncie rzeczy, porównując to z innymi portalami, nie jest najgorzej, ale dobrze też nie jest.

Pozostaje pytanie czy dyskusja publiczna w Polsce, czego niewątpliwym przykładem mogą być internetowa fora dyskusyjne i komentarze, przypomina agorę czy katownie? Nie uważam, że umiejętność polemiki jest czymś łatwym i wrodzonym, ani że problem z konstruktywną dyskusją publiczną dotyczy tylko Polski; wiele krajów nie potrafi dyskutować, choć uważam, że Polska na arenie międzynarodowej w tym przoduje. Osobiście miałem to szczęście, że w pierwszej klasie Liceum (V L.O w Gdańsku) moja polonistka raz na dwa tygodnie organizowała debaty w klasie. W trakcie takich debat trzeba było przestrzegać ściśle określonych reguł (nie przerywać, odnosić się do argumentów drugiej osoby, stosować zasady logiki itp.) i używać narzędzi retorycznych, ale nie erystycznych. Każda debata następnie była oceniana. Śmiem twierdzić, że dzięki tym lekcjom nauczyłem się 'poprawnie polemizować'. Życzyłbym tego wielu internautom, politykom i osobom publicznym. Dlatego wystosowuje apel do pani Minister Edukacji Krystyny Szumilas by wprowadziła do gimnazjów i liceów obowiązkowe zajęcia z polemiki, może wtedy polskie fora internetowe i 'dodaj komentarz' będą przypominały to, czym z założenia miały być, agorę, a nie jak dotychczas - katownię.
Trwa ładowanie komentarzy...