Wyjątkowo nie o nowym papieżu, lecz pedałach, lesbach i kochaniu.

Miłość nie wybiera. Słynne polskie (i nie tylko) powiedzenie, powtarzane od wieków przez nasze matki, ojców, wujków, księży, postacie literackie, kolegów pocieszających się nawzajem przy piwie i koleżanki na babskich wieczorach. Od zawsze i wszędzie, począwszy od małych miasteczek polskich, gdzie tym hasłem usprawiedliwia się przysłowiowe pijaństwo mężów lub równie przysłowiową rozrzutność żon. Tylko nie wtedy kiedy chodzi o homoseksualizm. Dlaczego?

Fabuła wielu (jeżeli nie większości) najważniejszych dzieł kultury
polskiej (i światowej) opiera się na motywie zakazanej miłości.
Tristan i Izolda, Romeo i Julia, legenda Jana i Cecylii, Trędowata,
Noce i dnie, Potop, Sami swoi, Quo Vadis Hoffmana... Wymieniać można by
bez końca. Ogólnie chodzi o zasadę, że kochankowie nie mogą być ze
sobą, bo przeszkadza im w tym rodzina, status społeczny, religia,
płot, złe dekoracje itp. itd. Przeszkodą dla miłości i tym samym
źródłem dla naszego romantycznego wzruszenia, może być wszystko tylko
nie płeć. Jeżeli płeć jest źródłem zakazania, to nie chodzi już o
romantyzm, lecz patologię.



Ale, hola hola! Zapędził się Pan, obruszyłby się zapewne prezydent
Wałęsa. Nie chodzi przecież o kochanie. Niech te geje i lesbijki,
sobie się kochają, tylko niech nie robią tego na naszych oczach, a już
na pewno nie na oczach naszych wnuków, które podatne na wpływy mogłyby
jeszcze, nie daj boże, wziąć sobie do serca to homoseksualne kochanie
się i zacząć je praktykować. W końcu czym skorupka za młodu, tym...
Polacy nic nie mają do homoseksualistów tylko do ich czynów, czyli
aktów homoseksualnych. Tak, według badań czatowych męża Danuty
Wałęsowej, uważa 98% społeczeństwa polskiego (Newsweek 11/2013). A
zatem, nikt im nie zakazuje miłości, tylko niech uprawiają ją z dala
od nas, zdrowej większości społeczeństwa, w ukryciu, za murem. A może
poprostu w jakimś pedalsko-lesbijskim gettcie. Brzmi znajomo?

Wbrew burzy medialnej (zapewne obecnie osłabionej przez wybór pewnego
Argentyńczyka na tron Piotrowy) nie rażą mnie słowa naszego noblisty z
przed tygodnia. Absolutnie doceniam zasługi Wałęsy dla naszego kraju i
jego wiek, więc niech sobie gada, co chce. Zresztą zawsze tak robił.
Szczególnie, że nie pełni w naszym kraju żadnej formalnej funkcji,
więc nie obowiązują go reguły wypowiedzi publicznych. Ma prawo. Spoko.
Nie podoba mi się to, jak stara się usprawiedliwiać (szczególnie na
łamach rzeczonego Newsweeka). A już szczególnie nie podoba mi się fakt,
iż to, co mówi Wałęsa, wydaje się rzeczywiście wyrażać ogólną
tendencję naszego społeczeństwa, czyli podejście do inności, które
nazywam tolerancją egzotyczną. Polega ona, na tym, że uważamy się za
otwarte społeczeństwo (bo inaczej już nie wypada, a wiadomo Polak
zastawi się, ale postawi) więc jesteśmy na tyle otwarci by jeździć do
Egiptu na wakacje, ba, możemy nawet zachwycać się tą kulturą (bo taka
egzotyczna), ale do domu Araba już byśmy nie wpuścili. Murzynek Bambo?
Jak najbardziej, ale nigdy jako mąż dla naszej córki. Nie mam nic
przeciwko gejom i lesbijkom, tylko nie na oczach moich wnuków itd. Ale,
co "nie na oczach wnuków", ja się pytam? Okazywania sobie miłości? Nie
zrozumcie mnie źle, tak samo jak nie mam ochoty oglądać w parku
napalonego kolesia strzelającego swojej pannie palcówę na ławce, tak
samo w tym samym parku, na ławce obok nie mam ochoty oglądać dwóch
facetów robiących sobie lody lub dwie kobiety minetki. Te praktyki
rzeczywiście powinny pozostać za czterema ścianami, ale para
trzymająca się za ręce (lub palce), a nawet całująca się namiętnie,
bez względu na płeć, już nie. Chcę na to patrzyć, bo lubię oglądać
ludzi, którzy się kochają. W końcu, skoro chrześcijanka mogła pokochać
rzymianina, to dlaczego nie mężczyzna mężczyznę lub kobieta kobietę?

Już słyszę jak podnoszą się głosy sprzeciwu stłamszonej większości
polskiego społeczeństwa, która jest od lat tak strasznie ciemiężona
przez tę plugawą plagę 'geizmu' (artykuł w cytowanym powyżej Newsweeku
pt. "Zwalczać geizm!"). To jest terroryzm mniejszości! Hajże na
Soplicę. Przecież nie chodzi o miłość, tylko ostentacyjny seks. No, bo
przecież co może być bardziej ostentacyjnie seksualne niż dwóch
mężczyzn 'roznegliżowanych' (cokolwiek to znaczy), trzymających się za
paluszek (Zgrozo!) i całujących w parku, gdzie spaceruje z wnukami
nasz noblista. A fe! Okazywanie sobie uczuć przez pary
homoseksualne sprowadzane jest do objawów absolutnej rozpusty. Dwóch
całujących się mężczyzn opisuje się z takim obrzydzeniem, jakby
przynajmniej uczestniczyli w gang-bangu, używając podwójnego dildo i
równocześnie uprawiali pissing i fisting. Dla niezaznajomionych z
owymi terminami, proponuje je wpisać w google i wybrać opcje
"grafika". Może dzięki temu społeczeństwo polskie nabierze trochę
dystansu do tego, co jest "ostentacyjnie seksualne", a co jest
po prostu fizyczną oznaką intymności pomiędzy dwojgiem ludzi. Ale ta
miłość jest nienaturalna. Jasne, że jest nienaturalna, tak samo jak
nienaturalna była miłość Romea i Julii! Chyba, że chcemy wrócić do małżeństw aranżowanych, miłości z wyboru. Proszę bardzo, tylko jak długo byśmy w takich układach wytrzymali?

Na koniec jeszcze kilka słów na temat związków partnerskich.
Przestańmy porównywać związki partnerskie do małżeństwa. Są to dwie
zupełnie odmienne rzeczy. Nikt nie chce odebrać "polskiej większości"
tej cudownej instytucji. Przecież gdzieś muszą rodzić się te wszystkie
niechciane dzieci, które jako dorośli psychopaci tak umilają nam życie
medialne w tym kraju. Ktoś musi przecież kultywować tę zacną polską
tradycję nieszczęśliwych małżeństw bez miłości, za to z przemocą
domową (zarówno tą fizyczną = męską i tą psychiczną = kobiecą, by
przytoczyć nomenklaturę Jacka Masłowskiego nawołującego do Kongresu
mężczyzn w Newsweeku), starości polegającej na ciągłym wypominaniu
sobie niezrealizowanych planów i pragnień, no i najważniejsze -
rozwodów. My, zwolennicy związków partnerskich, chcemy jedynie budować
świadome, odpowiedzialne związki z drugim człowiekiem i kochać się,
lecz niekoniecznie w wymiarze, który narzuca nam kultura zachodnia od
tysięcy lat i który, powiedzmy to wprost, jest do dupy. No, ale
jesteśmy mniejszością i w kraju demokratycznym, nie mamy do tego
prawa.
Trwa ładowanie komentarzy...